Serdecznie zapraszamy


Wstecz...


KATOLICY CZYLI.......

O. Fabian Błaszkiewicz

Czy Polacy odeszli od Boga?

 O nie. Co nie znaczy że nie odeszli od Kościoła Katolickiego, ale od Boga na pewno nie. Często szukam informacji na różnych forach internetowych, często obcojęzycznych i nigdzie nie widzę tylu debat etycznych, religijnych co na polskich. Nawet gdy dotyczy to atakowania wiary, czy pytań o istnienie Boga. U nas nawet ateistów bardzo interesuje religia.

 Jesteśmy blisko Boga, ale nie tego co Kościół naucza?

 Mamy poważny kryzys tożsamości katolickiej w naszym kraju. Katolicy zwalczają się, są podzieleni na Kościół łagiewnicki, toruński czy ostatnio nawet słyszałem o smoleńskim. To ma niewiele wspólnego z nauczaniem, bardziej z personaliami czy faktografią polityczną. Katolicy nie wpływają na to, co się dzieje wokół, jakby nie byli dumni i przekonani w to co wierzą, nie chcieli się tym dzielić z innymi, głosić. Nie rozprzestrzenia się nasza wiara, nie ma silnej kultury katolickiej. Nie wpływamy na rzeczywistość.

Przypomina mi się połowa lat 90. z dynamicznym rozwojem muzyki chrześcijańskiej, świadectwem 2 Tm 2,3, książką „Radykalni”, to przyciągało do Boga i wielu młodych znalazło wtedy swoje miejsce w Kościele. Jaka jest dzisiejsza młodzież? Ksiądz się z nią często spotyka.

 Świetna, bezczelna... czyli taka jak zawsze. Dzisiejsze pokolenie młodych chce być prawdziwe, ale się boi. To, co było w latach 90., to było chrześcijaństwo jako rodzaj buntu i młodzi chcieli się buntować. Dzisiaj już nie. Młodzi chcą dziś mieć zabezpieczenie w życiu. O to walczą „oburzeni” Walczą o zabezpieczenia, wymachują laptopami, ale nie o swoją wolność. Młodzi mówią mi, że choć zgadzają się z Kaczyńskim to głosują na Tuska, bo z nim jest bezpieczniej. Bo to Tusk się dogada z Ruskimi czy Niemcami i zapewni bezpieczeństwo. To jest mylne, ale oni się tym kierują. Nie buntują się też za bardzo przeciw rodzicom bo stracą zabezpieczenia. Młodzi chcą żyć wygodnie. Co to za bunt żądać legalizacji marihuany? Co to ma wspólnego z fundamentalnymi wartościami.

 Młode pokolenie kontestujące Kościół, zalęknione, seksualnie doświadczone, zepsute narkotykami. Chore?

 Mi to przypomina powieść „Nienasycenie” Witkacego, gdzie główny bohater im bardziej myślał, że będzie wolny, im bardziej poddawał się kolejnej zachciance, tym bardziej był nimi zniewolony. One domagały się więcej i więcej, więcej seksu, więcej narkotyków, ale po tym pojawia się się nie spełnienie, ale jeszcze większy głód. Uzależnienie. Im więcej się wolności spodziewał tym mniej jej dostał. To nie był problem dzisiejszego pokolenia, ale ono też tak ma. Dzisiaj mamy wielu cichych nałogowców np. gier on line. Jest życie w wirtualnej subkulturze, zdobywania kolejnych leveli. Znam wielu młodych obiecujących ludzi, którzy nie mogą z tego wyjść. Nie ćpają, nie piją, a są uzależnieni. Oni tylko nie chcieli czuć się samotni.

Dlaczego młodzi katolicy kontestują Kościół?

 - W wielu przypadkach mają rację. Jeśli nie zaczniemy w nim debaty na temat nawrócenia duchowieństwa to stracimy młodzież, która i tak już odchodzi. Jest jeszcze inny problem. Osobiście uważam, że wprowadzenie religii do szkół zaszkodziło nam bardziej niż pomogło.

Dlaczego? Przecież miała być jako przedmiot, dopełnieniem całościowego szkolnego wychowania i edukacji.

 - Jednak jestem jej przeciwny w takiej formie w jakiej jest obecnie w szkole. Dlatego, że religia zabiła katechezę. Wielu uważa, że już nie należy katechizować. A przecież katecheza jest kolejnym etapem po ewangelizacji. Jak możesz zmuszać kogoś aby rozważał prawdy wiary jeśli on nie spotkał Jezusa w swoim życiu. Jeśli on Go nie zna to i nie będzie go interesować szczegółowa wiedza na ten temat.

 Katecheza nie służy spotkaniu Boga?

 - Nie. Ona służy nauczaniu intelektualnemu, a nie spotkaniu emocjonalnemu, duchowemu. Fakt naszej obecności w szkole powoduje, że my zrównujemy nauczanie mistyczne z nauczaniem wielu pierdół. Uczeń ma tak jak na innych przedmiotach: nauczyć się, wykuć i wypluć. Wie, że do tej wiedzy później nie wróci. „Sprzedając” na takim poziomie naszą religię deprecjonujemy chrześcijaństwo z jego tajemnicy, a robimy przedmiot.

 Jednak dobry nauczyciel z pasją potrafił zachwycić, zafascynować przedmiotem...

 - Zgoda. Ale tu nie chodzi o genialnego katechetę z super pomysłami. Jednym z kryteriów oceny z religii jest to, że nie można oceniać zaangażowania religijnego ucznia. To o czym my mówimy? Jeśli jest zaangażowany w kościele ministrant, a wali byki ortograficzne i nie wszystkiego się nauczył to, co? Czy ja nie mogę go za zaangażowanie docenić lepszą oceną? Nie. A w salce katechetycznej można było się modlić. Zrobić z niej kaplicę. Rozmawiać o tych sprawach inaczej. Zamiast zajęć można było się umówić na wieczorne nabożeństwo. A teraz? Mogę zapalić świeczkę w klasie, próbować się modlić, ale zadzwoni dzwonek i to zniszczy. To będzie odbierane tak, jak eksperyment na chemii.

A jak księża podchodzą do katechezy?

 - Różnie, ale niestety bardzo często uważają się za usprawiedliwionych, że skoro ma tyle godzin katechezy w szkole, to po co ma ekstra katechizować. Jest już nią zmęczony. Nie dziwi mnie to. Spotykam młodych zewangelizowanych wcześniej w domach, w rodzinach czy wspólnotach. Widzę że na nich najskuteczniej działa katecheza ich rodziców, dziadków, starszych. Dziś aby katechizować młodych trzeba zająć się ich rodzicami. Pan Jezus bawił się z dziećmi, a katechizował dorosłych, a my co? Katechizujemy dzieci, a z dorosłymi się bawimy.

Jak odnaleźć dziś Boga żywego w Kościele?

 - Przez świadków. Jeśli ich nie mamy, to jest to bardzo trudne. Jest, oczywiście, modlitwa, ale to są cudowne przypadki, że Duch św. kogoś porwał. Pracuję z młodymi od zawsze. Widzę, jak my potrzebujemy pracy i formacji. Nie tylko akcji, choć ja lubię akcję. To jednak nie może być wychowanie religijne od akcji do akcji. Nie można z młodych chrześcijan robić kibiców Jezusa. Oni mają być Jego wyznawcami. Jest power, ale to nie znaczy, że się nawracam.

 Jeżeli kogoś dotknie Bóg, doświadczenie to zmieni go na całe życie?

 - Nie. Dlatego też mówię o formacji. Mocne doświadczenie spotkania z Jezusem bez formacji nie przynosi efektów. To tak jak z ziarnami. Ptaki czekają, aby je wydziobać. Dlatego potrzebna jest formacja, życie w świetle łaski. Daniel Ange, gdy był zapraszany ze swoją wspólnotą na rekolekcje ewangelizacyjne, miał jasno określone reguły, co dalej w parafii. Jak nie było warunków i zaangażowania, aby prowadzić świeżo nawrócone osoby, mieć dla nich czas, to oni odmawiali przyjazdu. Woleli mieć pewność, że ktoś będzie żył dalej sakramentami niż robić tzw. protestanckie przebudzenie, że Jezus jest Panem, a później wszystko siada, bo życie jest życiem.

 Ale jednak Bóg działa...

...i troszczy się o osoby, które go spotkały. Ale żebyśmy nie stracili wiary w Boga w ramach szukania Boga. Pierwszą osobą zainteresowaną, zewangelizowaną jest sam Bóg. Jeśli uzna, to pośle osoby do opieki nad nią. Wierzę w Boga. Choć czasem jest to wszystko ostro po bandzie, na granicy ryzyka. Ale Bóg lubi ryzyko.

 Jakiś przykład?

 - Wyprowadzenie Izraela z Egiptu. Trzymał to do końca „o włos”. A przejście przez Morze Czerwone? Jedni od drugich byli już tylko na odległość strzału. Jeden z naszych biblijnych egzegetów mówił, że uciekających od goniących dzieliło 80-100 m. Taka mała różnica od całkowitego uratowania albo masakry. Morze się jednak nagle rozstąpiło i przeszli.

Przez ostatnie 5 lat, Kościół stracił 14 proc. zaufania wiernych. To dużo. Czy w Kościele, hierarchii jest jakaś refleksja odnowy, zmiany tej sytuacji?

 - Chciałbym mieć nadzieję, że tak, że biskupi to rozważają, rozeznają i modlą się w tej kwestii. Ale w ciągu całego mojego życia jako kapłana rozmawiałem z biskupem raz przez pół godziny, przy śniadaniu na Forum Charyzmatycznym. To jest cały mój kontakt z biskupami. Nie mówię o wizytacjach w parafii, ale nawet wtedy nie rozmawiałem osobiście. Jeśli ja mam taki kontakt, to jaki ma inny wierny? Nam potrzeba wyjścia hierarchii i duchownych do ludzi. Pasterz ma być pasterzem, znać swoje owce, a my się nie znamy. Może dlatego biskupi traktowani są bardziej jak politycy, a nie jak pasterze? Może dlatego to zaufanie do Kościoła spada, bo do polityków też spada. Może dlatego, że w trudnym czasie nie czujemy tej troski. To jest też pytanie do księży, czy oni są dla wiernych, jak był Jan Paweł II dla całego świata? On był wzorem kapłana. Powinniśmy trochę bić się w piersi. Jak zaczniemy się zmieniać, bardziej otwierać, to zostanie to dostrzeżone.

Polityka podzieliła polski Kościół, że ten biskup jest za PO, a ten za PiS i tylko ten mi jest wygodny? Tamtego platformersa nie będę słuchał. Jest mi obcy?

 - My mamy niedaleko swojego kościoła sklep, w którym sprzedają świadkowie Jehowy. Tam, jak w żadnym innym sklepie mówią mi „Szczęść Boże”. Ktoś z zakonników kiedyś im pomógł i oni mają za to do duchownych szacunek. Nie ważne są poglądy polityczne biskupa, ale to jaki jest dla ludzi. Jeśli głosi Jezusa Chrystusa, zna ludzi, to będzie miał ich szacunek. To jest też moje zadanie i innych duchownych. Jak będziemy tworzyli wspólnotę w parafii, wspólnotę w diecezji, to będzie szło to w dobrą stronę. Czy dziś św. Paweł napisałby list do Kościoła w Gliwicach, albo Kościoła w Warszawie? Kto czułby się jego adresatem? Pisany do Tesaloniczan był dla mieszkańców Tesalonik. Tam była jedna wspólnota.

 Patrzy ojciec z optymizmem w przyszłość?

 - Tak, bo znam apokalipsę i wiem, że się to skończy happy endem, ale z drugiej strony to, po czym on nastąpi, powoduje u mnie umiarkowany optymizm. Chciałbym wytrwać przy Bogu, być jednym z tych, o których Jezus mówi, że kto wytrwa do końca ten będzie zbawiony. Najciemniej jest przed świtem i może teraz jest ten okres.

 Koniec.

 Redakcja Fronda.pl Kategoria: Kościół

 

Rozmawiał Jarosław Wróblewski


                           

 

Data dodania: 2011-11-08 21:40:28






Wstecz...